Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Nowe Technologie.

plandnia

Pamiętamy te czasy piękne, kiedy jak ktoś wyszedł z domu, to automatycznie był poza zasięgiem i nic już z tym zrobić nie było można. Teraz sprawę załatwia „padnięcie” baterii, ewentualnie brak sieci. Tu już nie chodzi wcale o telefonię komórkową, czy mobilny internet, ale o coś znacznie istotniejszego. O uzus. Po prostu o zwyczaj postępowania.

Człowiek w latach „nastych” XXI wieku nagle okazał się uzależniony od technologii. Bez internetu połowa populacji leży na łopatkach, bez telefonów właściwie 4/5. Sam to widzę po sobie – wychodzę z domu z e-czytnikiem i smartfonem.

Technologie ułatwiają nam życie, ale również dość znacznie wplątują w „uwikłanie”, o którym pisałem kiedyś. Nie. Nie mam zamiaru krytykować tego, co wyprawia się obecnie na świecie. Więcej nawet. Bardzo mi się podoba, że mogę sobie przez światłowodowy internet pozwolić na oglądanie choćby Euro 2016 we Francji na żywo przez stream i to bez najmniejszych zacięć. Tak samo wifi tv, wifi net, wifi-srifi. Cieszy też net i gry w tabletach oraz telefonach. Zachwyca kinect. Dozgonnie będą mnie jarać dotykowe ekrany, mimo że zapowiada się, iż wkrótce zastąpi je coś nowego.

No właśnie? Co tam panie w polityce?

Ano nic takiego, o czym by ludzkość nie słyszała. Tu trzeba mądrości, o mający mądrość! Pisarze science fiction to obecnie wizjonerzy, których pomysły stają się wyzwaniami dla naukowców. Pomijam zastąpienie dotykowych ekranów hologramami, lub jakimś podobnym rozwiązaniem, które przed erą smartfonów wydawało się niemożliwe.

Naprawdę spodziewam się w przyszłości kombinezonów zbudowanych z nanobotów, dzięki którym ludzie będą mogli do kresu swych dni cieszyć się atletyką typową dla młodzieniaszka, hologramów, a może i nawet osobistych pojazdów latających (Ostatnio w mediach było głośno o kolejnym przełomie – chłopak grał w kosza ze sztucznym sercem – przy takim niusie realność i prawdopodobieństwo wszczepów rodem z Cyberpunka, czy mechanicznych protez, nabiera zupełnie innego wymiaru).

O takich sprawach jak rozwój biologii w zakresie hodowli narządów na przeszczepy, produkcja sztucznych liści roślin, czy wreszcie klonowanie, nie piszę wcale, bo w jakimś stopniu oficjalnie, te tematy wciąż się przewijają.

Biznes utrudnia rozwój?

Przewrotne, nieprawdaż? Kiedy zastanowić się nad tym, ile korporacje zarabiają na eksploatacji ropy naftowej, a co najistotniejsze, na ile utrzymanie jej jako priorytetu dla współczesnego rynku jest intratne w stosunku do stabilności sytuacji geopolitycznej (zwłaszcza w zakresie hierarchizacji światowych mocarstw), od razu nasuwa się wniosek, że każdy inny rodzaj pozyskiwania energii jest nie tylko niebezpieczny, ale zwłaszcza prowadzi do destabilizacji. Co się wobec tego dzieje? Ostatnio było głośno o odkryciu fal grawitacyjnych i póki co, nie do końca wiadomo, co też z nimi można tak naprawdę zrobić? Gdyby nowo odkryta technologia pozwalała na (w myśl korporacji: nie daj Boże) np. swobodny dostęp do energii, sytuacja ogólnoświatowego rynku stałaby się jednym wielkim kłębkiem chaosu, gdzie molochy imperializmu człowieczeństwa, runęłyby niczym niegdyś ZSRR. Kolejny wniosek jest taki, że ci, którzy są na szczycie, trzymają rękę na pulsie. Nowe odkrycia są szczegółowo analizowane, korporacje wpompowują ogromne ilości mamony na badania i rozwój, ale faktyczne rozwiązania, choćby najgenialniejsze, czy też najpraktyczniejsze, muszą zostać zweryfikowane przez odpowiedni sztab po kątem dwóch czynników:

1) Ograniczenie dostępu, czyli wyłączność tego, kto dostarcza usługę/energię, – czyli produkt – oraz jego sposób dystrybucji.

2) Analiza opłacalności przedsięwzięcia. I tutaj na parę słów się zatrzymam, bo jeśli się komuś wydaje, że wystarczy napisać, iż powszechność produktu jest jedynym czynnikiem dyskredytującym jego wprowadzenie na rynek, ten jest małym ignorantem. Nie wolno zapominać, że produkt istnieje w rzeczywistości ekonomicznej na zasadach synergii. Mam tu na myśli nie tylko „czyste” i oczywiste fakty, jak choćby to, iż żeby dostarczyć energię elektryczną potrzebujemy drutu i montera. Chodzi też o to, na czym przy okazji można zarobić na wielką skalę. Eksploatacja ropy, węgla itp. pozwala na prowadzenie całkiem dochodowych fundacji zwalczających każde możliwe zjawiska społecznie niepożądane.

Nikt nie zastanawia się nad tym, że aby ograniczyć głód w Afryce można by wybudować tam sieć kanalizacyjną, nawodnić Saharę, stworzyć hale, na których hodowano by rośliny, czy trzodę. To nie są pomysły s-f, jeśli weźmiemy pod uwagę dzisiejsze możliwości techniczne i technologiczne ludzkości. Już samo pozyskiwanie energii ze źródeł alternatywnych mogłoby zostać dawno temu udoskonalone, ale to się zwyczajnie nie opłaca, a w dodatku, nie ma później z czym walczyć.

Walka to biznes, a biznes to walka.

Walczy się obecnie z globalnym ociepleniem, głodem, chorobami, śmiercią, wirusami, na wojnach z życiem, na wiecach KODu z brakiem demokracji, na miesięcznicach o pamięć poległych w katastrofie. Biznes.

Wracam do technologii. Biznes utrudnia rozwój, bo trzeba najpierw się dowiedzieć, czy aby nie przesadzimy z dostępnością? Czy będziemy mieć monopol? Czy kapucha wypcha nam kiesy? Jeśli nie, to nawet najdoskonalszy, najbardziej ekologiczny i etyczny biznes świata nie ujrzy światła dziennego.  

Co mnie niepokoi?

Właściwie to nie tyle niepokoi, co przeraża. Dla mnie kultowy jest film „Matrix”. Dowiadujemy się z niego, że to, co znamy zmysłami to technologia. Kiedyś, jako mały dzieciak jeszcze, wyobrażałem sobie, że jestem kimś innym, nie Gustavem Aniołem na Bożym Świecie, lecz jakąś „mrówą” być może, kosmitą, który przybrał postać człowieka, jak w komputerowej grze. Wtedy jeszcze komputerów nie było, miałem gdzieś z 8 lat. „Matrix” urzeczywistnił tamte moje fantazje, tyle, że zamiast „mrów” byli ludzie, odkrywający straszną prawdę o sobie i swoim świecie. Ok. Myślimy w kategoriach zmysłowych, bo postrzegamy fizyczny świat przez pryzmat receptorów ciała. A co jeśli jesteśmy kosmitami, tyle, że niematerialnymi? Zostawiam temat, bo za głęboki jak na tutaj i teraz. :)

Wracam do tego, co mnie niepokoi. Ludzie uwielbiają gry RPG. Sam je kocham, gram w fabularne, czyli książkowe od 15 już lat. Są też komputerowe, uwielbiane przez całe rzesze, te książkowo-kostkowe są o wiele lepsze, ale nie o to tu chodzi. Wchodzę do sklepu, a przy kasie wiszą na wieszaczku doładowania do kart sim i… niespodzianka: doładowania do gier. Nowa usługa, biznes, rozwój… wszystko ok. Ale jak słyszę, że ktoś w USA sprzedał swoją postać do World Of Warcraft za 10 000 USD, a ktoś inny jakąś tarczę w Tibii za 5000 euro, to dostaję spazmatycznego śmiechu. Ludzie kupują „nic” za prawdziwe pieniądze. Pokazuje to, jak bardzo w skrajnych przypadkach wirtualne światy mogą oddziaływać na użytkownika.

Czy czekają nas wirtualne światy? Z całą pewnością tak. Microsoft od jakiegoś czasu pracował nad hełmem z goglami, dzięki któremu będziemy „doświadczać” projekcji na specjalnych okularach… wydaje się mało praktyczne zwłaszcza w ciepłe dni. Może hełm z wentylacją?

Ja i tak wiem, że skończy się na wszczepach do mózgu, albo bardziej rdzenia kręgowego. Co więcej? X-meni wydaje mi się nam nie grożą, ale Robo-cop, Terminator i Matrix jak najbardziej. No chyba, że ktoś by odkrył duchowość i usystematyzował ją na równi z nauką. Dzisiejsze, zintelektualizowane społeczności pożądają jedynie działania przyczyna-skutek w możliwie najszybszej formie.

Nauka sprawdza się wybornie, ale wprowadza systematyzację, która nie zostawia żadnej przestrzeni na uczucia wyższe oraz duchową kontemplację. Tym sposobem więzi nasze świadomości w rzeczywistości materialnej, a jej najlepsza agentka-technologia nas „uzwierzęca”, zamyka oczy na wszystko, co nie mieści się w racjonalno-empirycznej kodyfikacji, uniemożliwia  spojrzenie szersze na sprawy otaczającego nas świata.

Mieszkamy wśród myśli i uczestniczymy w nich. Nawet, gdy opuścimy krąg wyobrażeń, którym zostaliśmy wykarmieni, kiedy patrzymy na niego z dystansu, to nadal posługujemy się logiką obrazu, na który patrzymy. Wobec takiego stanu rzeczy obowiązkiem człowieka jest odnalezienie własnego spektrum, wolnego od schematów, programów i wzorców. Czy to rzecz prosta?

Nie, absolutnie nie, ale sądzę, że konieczna.

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie kategorii, w których postrzegamy otoczenie.

Drugim próby asertywności. Trzecim lśnienie. Czwartym rozbłysk światłości.

Interpretujcie to sobie jak chcecie.

 

Buzi, buzi, cmok, cmok misiaczki.

 

P.S. 1

Poza "Matrixem" polecam film z 2009 z Brucem Willisem pt. "Surogaci" - moim zdaniem fajny sposób na pokazanie wirtualnej rzeczywistości w alternatywnej, niekonwencjonalnej formie.

P.S. 2

Kusi mnie, żeby podać mój autorski pomysł na biznes z wykorzystaniem motywu dobrze znanego z filmów i książek fantasy/s-f. O co chodzi? O teleport! Oczywiście mam tu na myśli nie środek transportu dla ludzi (chociaż też), ale przede wszystkim urządzenie służące do materializowania-przesyłu produktów. Wyobrażacie sobie jak to by było zamówić pizzę, a ona hop! od razu w maszynce, świeżo-upieczona, prosto z pizzerii? Oczywiście skończy się na tym, że jak zamówimy coś wirtualnie, to wszczep do rdzenia kregowego dostarczy naszemu ciału wrażenia jedzenia... ech, ten Matrix!

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci