Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Prawda. Nasza, Wasza, Mojsza, Twojsza.

plandnia

 

Pojęcie prawdy w stosunkach międzyludzkich to właściwie temat rzeka. Mi osobiście kojarzy się niezmiennie z dramatem Henryka Ibsena pt. „Dzika Kaczka” i postacią Grygersa, który z bezwzględnością zagadnienia autentycznej szczerości mierzył się bezkompromisowo. Kto nie zna, niech nadrobi (to chyba wciąż jest lektura szkolna). My tutaj nie będziemy podpierać się żadnymi większymi przykładami ze świata nauki, sztuki, czy sfery duchowej, które miałyby poprzeć, lub obalić stawianą tezę. Jaką?

Prawda jest względna. Każdy ma własną. Najczęściej swoją prawdę można, lub nawet trzeba wsadzić sobie bardzo głęboko.

Zacznijmy od początku. Czym prawda jest w istocie? Zaprzeczeniem fałszu. Brawo. Intelektualne szczyty. Nie w tym rzecz. Czy Bóg istnieje? O. Już lepiej. Albo, czy prawdą jest, że lubisz kolor brązowy? Może tak, a może nie.

Czy to, co sądzisz o sobie samym, na przykład, że jesteś osobą atrakcyjną, jest, lub może być traktowane w kategoriach fałszu/prawdy?

Sądzę, że istnieje bliżej niesprecyzowana grupa osób płci żeńskiej (i możliwe, że również męskiej, choć mam nadzieję, że dużo mniejsza), dla której mój wygląd fizyczny jest atrakcyjny, to znaczy podobam im się. Jest tak, choćby i tego nie chciały, bo determinuje je w tym względzie „oprogramowanie psychiczne”, czyli preferencje biologiczne oparte na kodzie genetycznym.

Każdy zgodzi się ze mną z tym, iż chociaż raz uznał za „co najmniej ładną” dziewczynę, która dla jego kumpli, lub w ogóle większości środowiskowej, była zupełnie nie-, lub mało interesująca. To samo może działać w drugą stronę, więc, czy można powiedzieć o kimś „prawdę” dotyczącą jego wyglądu?

Logika nakazuje zachować powściągliwość w sądach tego typu. Każde przekroczenie bariery wydawania opinii, prowadzi do konfliktów o mniejszym, lub większym stopniu natężenia. Łatwo urazić kogoś z naszego otoczenia wyrażając opinię o jego preferencjach, jako niewłaściwych. Oznacza nasz własny defekt, niezdolność do zaakceptowania odmiennego stanowiska w naszym otoczeniu.

Dobra, no to mamy „innych” za sobą – wrócę do nich jeszcze, żeby mnie nikt nie posądził zbyt pochopnie o przyzwolenia na absolutnie wszystko. Człowiek to istota ludzka, a czynią ją takim, a nie innym stworzeniem, właśnie preferencje, więc trzeba być z nimi ostrożnym.

Idziemy teraz w głąb siebie. Cześć, to ja. Jestem artystą. Co zrobię, jeśli ktoś stwierdzi, że nim nie jestem i poda jakikolwiek argument, który, wydawałoby się, bezspornie popiera jego tok myślenia? Na przykład, stwierdzi, że moje teksty to czyste grafomaństwo, niczego nie dowiodłem dotychczasową działalnością na polu twórczości i ogólnie nazwać mnie artystą, to tak, jakby splunąć Sztuce w twarz! Czy przestanę czuć się, być we własnym mniemaniu artystą i co najważniejsze tworzyć? Dlatego, że ktoś powiedział, że „nie jestem” tym, kim „jestem”, bo zna „prawdę”, która potwierdza (bądź nie) jego zdanie? Słaby by był ze mnie artysta, gdybym pod wpływem krytyki przestał działać, pisać i tworzyć. Dla mnie twórczość to relacja artysta-sztuka, a nawet Artysta- Sztuka z wielkich liter. Nikt z ludzi nie powiedział Jezusowi, że jest Mesjaszem. Ok.

Nikt ci nie powie, że nie jesteś tym, kim uważasz, że jesteś.  

W takim razie dlaczego wciąż słyszymy opinie? Dlaczego całymi dniami słyszę „on jest taki, a ona taka”, „Ty jesteś tym, albo tamtym”?.

Człowiek to zwierzę stadne.

Pierwsze co, w życiu człowieka ma wpływ na aktywne wyrażanie podobnych sformułowań (pomijam sieć, bo w necie jest to nagminne), to chęć znaczenia czegokolwiek. Słabe jednostki pragną osiągnąć taki stan rzeczy, przekonując innych do „własnej racji”, czyli do „ich prawdy”. Na ogół kończy się na tym, że w myśl twierdzenia „w kupie siła”, poddają się „programom myślowym” innych – w mniejszym, lub większym stopniu i niemal zawsze – są uwikłani w kilka tego typu schematów osądów (z każdego wyciągają to, co najbliżej „im odpowiada”). W ten sposób działają całe schematy „mądrości”, oparte na kilku, lub kilkunastu przekonaniach. Są to szkolne grupy sympatii, kółka miłośników określonego zjawiska, lub rodzaju np. muzyki, lub sportu, ale także kręgi polityczne (w różnym stopniu znormalizowane), subkultury, narodowości (od sąsiedztwa, przez dzielnice, miasto, aż po kraj, kontynent, rasę itp.), czy religie (mam tu na myśli wszystkie zjawiska ponadnarodowe, czyli idee polityczne, socjologiczne, kulturowe, gospodarcze, wyznaniowe etc.).

Druga sprawa to wynikowość naszej natury. Milioner wie, że nie może przebywać wśród ludzi biednych, jeśli chce być bogatym. Różnica w myśleniu jest nie do opisania. Zgodnie z przeprowadzonymi badaniami – ludzie zarabiają od 10 do 20% więcej, albo mniej, od swoich znajomych. Zastanawiające, czyż nie? Innymi słowy, chcąc, czy nie chcąc, musimy dostosować się, – najczęściej na poziomie podświadomym, – do opinii wyrażanych przez naszych bliskich, totumfackich itd. Ile z tego, co jesteś w stanie sobie uświadomić, wyobrazić, urzeczywistnić przez podjęte działanie, wynika z tego, co wiesz, lub aktywnie poznajesz od otaczających Cię ludzi? Czy wyrażasz opinię swoją, czy swojego otoczenia? Czy prawdą jest to, w co wierzy więcej osób? Kiedyś wierzono powszechnie, że Ziemia jest płaska. Nie nabrała od tego spłaszczenia.

Trzecia rzecz, która determinuje człowieka do wydawania osądów, to strach. Lęk przed odrzuceniem jest numerem jeden u słabego osobnika w stadzie. Wie, że sam nie przetrwa. Numer dwa to strach przed ośmieszeniem. Musimy być śmiertelnie poważni, bo w innym wypadku nikt inny nie potraktuje nas poważnie, a w związku z tym stracimy wpływ – głównie opierający się na wydawaniu sądów, którymi oddziałujemy na otoczenie. Naturalny zatem jest numer trzy: strach przed niewywieraniem wpływu, utratą znaczenia jako „silnego” elementu systemu, który współtworzymy (mam tu na myśli np. siebie samego w grupie znajomych).

Po odrzuceniu „programów myślowych” pozostaje „goły zdrowy rozsądek”. Co z nim? Czy cokolwiek zmieni Twój osąd na to, czy ktoś ma rację, czy się myli?

Dochodzimy do najważniejszej kwestii w zagadnieniu prawdy w relacjach międzyludzkich.

Tolerancja, czy tolerowanie?

Tolerancja w doktrynie UE to najbardziej niegodziwa propaganda od czasów wujka Adolfa. Nie muszę chyba pisać o tym, że człowiek, któremu każe się lubić, uznawać coś, lub kogoś za właściwe, staje się intelektualnym niewolnikiem, dlatego, że mu po prostu „się każe”.

Homoseksualizm przez wiele kręgów choćby tradycji religijnej uważa się za nienaturalny, nieakceptowalny i niepożądany w społecznościach cywilizacji współtworzonej przez zdrowych i „normalnych” heteroseksualistów. Nakaz tolerowania tego, co brzydzi, gorszy i jest powszechnie uznawane za zło, jest przymusem na tych, którzy tego nie chcą. Gdzie zatem poszanowanie ich zdania? Gdzie tolerancja dla wielowiekowych tradycji? Uwikłanie w absurd to jedyne, co można powiedzieć o takiej formie propagandy. Mimo tego, obyczajowo i intelektualnie ludziom brakuje oleju w głowie na tyle, że bez problemu poddają się. Godzą się na to, czego nie chcą.

Stąd druga strona zagadnienia: nietolerancja. Zagrożenie społeczne zrodzone sztuczną doktryną fałszywej tolerancji. Zniewolenie propagandowe, nakaz zgody na nieakceptowalne, staje się powodem frustracji, która musi zostać wyładowana przez formy agresji. W ten sposób nietolerancja staje się zbyt często kojarzona z chęcią szkodzenia „tym drugim”. Nie. Ludzie nietolerancyjni nie chcą szkodzić, oni sobie nie życzą być zmuszanymi do akceptowania wynaturzeń.

Uff. Skrajne bzdury poopisywane. No jeszcze multi-kulti ma szansę przebić „homoropejską unię”. Nie chcemy obcych kulturowo pachołków. Gdzie tolerancja dla naszej niechęci?

Nie chcę zagłębiać się w te dziwactwa, bo mój artykuł dotyczy czegoś innego. A mianowicie nas samych i naszych relacji z otoczeniem.

Granicą tolerowania czegokolwiek jest krzywda. Różnie pojmowana, bo przymus do akceptacji czegoś obraźliwego MUSI być traktowany jako forma szkodzenia, choćby psychicznego i zasługuje na odwet. Wszyscy wiedzą doskonale, że jedynie siła i wynikająca z niej doktryna odstraszania przynosi wymierne korzyści zapewniające bezpieczeństwo, jest zatem konieczna, a każdy kto twierdzi inaczej fantazjuje i myli księżyc z jego odbiciem na tafli wody jeziora.

Forma narzucania komuś swojego zdania na jego temat w mojej opinii łapie się pod ten schemat. Jest szkodliwa. Co innego, kiedy zwracamy komuś uwagę, na przykład – wygłupiłaś się z takim, a nie innym ubiorem, – a co innego, kiedy bliska (lub nie) osoba słyszy od nas, że „nie jest tym, za kogo się uważa”, np. wartościowym człowiekiem, artystą, rodzicem (dobrym, albo „prawdziwym”), wiernym (np. jakiegoś wyznania), czy kosmitą (z innej planety). Jeśli nasz osąd wymierzony jest w celu zmiany postępowania np. z nieetycznego, niezgodnego z ogólnymi wartościami, powodującego szkodę, lub krzywdę, to jesteśmy niejako usprawiedliwieni, bo naszą intencją jest jakaś forma ratunku, poprawy jakości relacji itd. Jeśli jednak wygłaszamy nasze komentarze tylko dla poczucia się lepiej i, choćby złym słowem, odebrania komuś energii, to naszą opinię moglibyśmy równie dobrze napisać na kartce i wyrzucić do kosza.

Każde złe słowo nacechowane chęcią zaszkodzenia komuś, bądź czemuś, powróci do nas w zwielokrotnionej formie. Może się objawić czymkolwiek: chorobą, złym samopoczuciem, trudnościami w powodzeniu przedsięwzięć, lub dość przyziemnie przez np. drobny wypadek itp.

To co masz w sercu zachowaj dla siebie. To co złe, staraj się za wszelką cenę przekuć w miłość. A miłością obdarowuj tych, którzy na to zasługują. Jeśli wszyscy będą postępować tak, jak trzeba, uda nam się realnie poprawić ten świat. Prawda nabiera autentyzmu tylko wtedy, kiedy w nią wierzysz. Nie wierz w głupoty, nie daj sobie wmówić, że ktoś, lub coś może decydować za Ciebie o Twojej przestrzeni życiowej. Jeśli widzisz rażące akty braku refleksji/zaawansowanej głupoty, której brak perspektyw na zmianę, to uciekaj jak najdalej!, lub, jeśli gra jest warta świeczki - WALCZ!!!

 

Buzi, buzi, cmok, cmok.

Wasz Niedźwiadek Misiaczki.

 

 

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci