Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Cukier (część 3.)

plandnia

Mój pierwszy, dłuższy, w miarę zwarty tekst prozatorski (ukończony 20.12.2006 r.). Życzę miłego czytania.

ŁUKASZ GUTOWSKI

"CUKIER" (część 3.)

PREMEDYTACJA (1)

- Witam piękne panie! – krzyknął na progu eleganckiej wilii Olek Zachowski, kapitan uczelnianej drużyny koszykarskiej, do tego bogaty syn biznesmena. Wysoki, atletycznie zbudowany i pewny siebie przystojniak. Weronika pomyślała, że aż ją mdli na samą myśl o tym wszystkim zawartym w jednej, stojącej przed nią sylwetce i, że aż trudno uwierzyć, że nie uraczyła butów gospodarza mało estetycznym zwymiotowaniem na samym początku jego „wielkiej imprezy”. Z drugiej strony pojawiło się w niej poczucie winy, bo nie należy przecież sądzić nikogo jedynie po pozorach; w końcu powinna być zauroczona takim okazem!

- Cześć. Możemy wejść? – zapytała Maja.

- Jasne! Zapraszam! – Weszły. Ładnie urządzony salon domu był zatłoczony od gości. Poza nimi wypełniała go jeszcze gęsta muzyka, unosząca się ponad oparami z ogólnie pojętej dobrej zabawy.

- Idę się rozejrzeć po ludziach – rzuciła Maja. Weronika została sama z Olkiem.

- Masz ochotę na coś do picia? – zapytał.

- Nie, dziękuję – odpowiedziała grzecznie – pokażesz mi gdzie jest toaleta?

- Oczywiście, proszę za mną! – Gestem zaprosił ją do podążania za sobą. Było ciasno.

Chwilę zastanawiał się, czym by zaciekawić Rudą. Nie pozwolił sobie na zbyt długie milczenie. Był bardzo doświadczony we wszystkich flirtach i amorach. Widok pięknej Weroniki wymagał przetestowania instynktu łowcy w praktyce. Po raz kolejny chciał, jak to mówią faceci, „sprawdzić męstwo”, albo jak oceniają kobiety, „dowartościować swoje ego”. Momentami zastanawiał się i rozmyślał o niemoralności takiego postępowania. Gryzło go sumienie po eksperymentach na jedną noc, po zdradzonych obietnicach, wreszcie: po przybieraniu rozmaitych masek i póz. Niestety, wbrew swym przemyśleniom i retrospekcjom na podobne tematy, z prędkością flesza przebiegającego przez durny łeb, Olek nigdy nie był dość silny, aby najzwyczajniej oprzeć się pokusie. Chyba była zbyt duża. Tłumaczył to zachowanie przed sobą, powtarzając w myślach własne, hedonistyczne hasło: „Pokusa zbyt wielka do odparcia, jest pokusą prawdziwą. Dla takiej pokusy, kuszącym się zdaje, aby jej ulec”.

- Jesteś z Zawadzkiego? – zapytał.

- Tak.

- To kawał drogi stąd! Drugi koniec miasta.

- Rzeczywiście – odpowiadała dość krótko, ale grzecznie. Była przekonana, że stoi przed typem łowcy i zdobywcy. Przed kimś, kto jednym błyskiem jest w stanie rozkochać w sobie niejedną… - Doszli do toalety. Weronika dopiero teraz zdała sobie sprawę z wielkiej przestrzeni wnętrza.

- To wystarczy? Czy chcesz zobaczyć pozostałe? – przerwał jej zadumanie.

- Co pozostałe? – uśmiechnęła się i Olek przysiągłby, że zrobiła to bajecznie.

- Są w domu jeszcze dwie toalety. Chętnie ci je pokażę, bo jak sądzę, każda chwila spędzona w twoim towarzystwie jest na miarę złota – zmrużył oczy. Tylko one się poruszyły na pewnym siebie obliczu. Po chwili również kąciki ust lekko się uniosły. Zauważyła rozkoszne dołeczki w policzkach. Może i zgodziłaby się na przechadzkę po domu państwa Zachowskich, ale mignęła jej znajoma sylwetka. Czyżby? On?

- Cześć Mateusz! – Kacper podał rękę i skinął głową w kierunku Piotrka.

- Cześć, co to za znakomitości u twojego boku zostały namierzone przez moje sensory? – głupkowato zapytał Mateusz.

- To Ada – Kacper wskazał na filigranową brunetkę średniego wzrostu, stojącą po jego lewej stronie – a to – powiedział o kruczoczarnej piękności, która towarzyszyła mu po prawej – Paulina. Mateusz przełknął ślinę i przeszło mu przez myśli, że któraś z par oczu, albo i wszystkie w towarzystwie, mogła to dostrzec; byłoby to małe faux pas, dlatego przyjaciel Piotrka zaczerwienił się i trwał wytrwale w głupim uśmiechu przez dobrych kilka chwil. Piotr, w porę konstatując, co się święci, przejął inicjatywę, przedstawiając damom siebie i kolegę.

- Czym się zajmujesz Piter? – zapytała Ada.

- Studiuję, jak wszyscy tutaj – odburknął – przepraszam, ale czas się chyba odrobinę napić? – dodał, wykrzywiając twarz w grymasie, który miał wskazywać na ton żartobliwy. Nie do końca mu to wyszło.

- Kacper? Możesz mi pomóc? – Jakiś znajomy zaczepił chłopaka towarzyszącego dziewczętom. Maja nie bez powodu nazywała Kacpra „salonowym wyjadaczem”, bo miał znajomości wszędzie, gdziekolwiek tylko się pojawiał.

- Jasne – zwrócił się do Ady i Pauliny – idziecie ze mną dziewczyny?

- Ja wolę tu zostać – odezwała się kruczoczarna – w końcu wypadałoby żebym poznała jakichś ludzi w Szczecinie, co nie? – Ada odeszła z Kacprem bez słowa.

- A nie jesteś stąd? – zainteresował się Mateusz.

- Nie. Przyjechałam tu na studia. Uczyłam się w Krakowie, ale tam było trochę za ciężko.

- I wybrałaś Szczecin?

- Moja matka tu pracuje i mieszka na stałe…

- Rozumiem; jaki kierunek?

- Geografię.

- Z zamiłowania, czy upatrzyłaś sobie po tym…

- Jakąś posadkę?

- Właśnie.

- Nie, raczej z zamiłowania – zaczęli się śmiać. Paulina miała, jak zauważył Mateusz… kształtną głowę! Niewiele osób zwróciłoby uwagę na akurat ten szczegół, bo nowo poznana dziewczyna była dosłownie skarbnicą wdzięków. „Chyba tylko dla kontrastu Kacper przyszedł też z Adą? Paulina to zupełnie inna liga, klasa rozgrywkowa wyżej” – myślał Mateusz. Oprócz głowy, można było się zachwycić niebanalnie zgrabnym ciałem i szczególnie piękną twarzą. Kości policzkowe dziewczyny konstruowały oblicze, zarówno unikatowe, delikatne, jak i wyraziste, łatwo zapadające w pamięć. Jeszcze łatwiej zapadające w męskie marzenia.

- Cieszę się, że cię poznałam. Wydajesz się fajny – zaskoczyła go jej bezpośredniość.

- Naprawdę? To proponuję, żebyśmy sobie razem usiedli, a ja spróbuję zaznajomić cię z możliwie największą liczbą osób, ok?

- Może być – powiedziała ospale, przeciągając każdą sylabę. Od razu poznał drwinę. Znowu razem zaczęli się  śmiać.

C.D.N.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci