Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Cmentarzem do znaczeń

plandnia

Bardzo nienaturalny wydaje się świat, kiedy spojrzymy na niego z pewnej perspektywy. Nie musi być wcale bardzo odległa. Czas jakiś temu wyjechałem i wróciłem teraz. Świat dosłownie zakreślił okrąg. Niewiele potrzeba, aby wychylić swój nochal poza zasłaniającą mu świat ramkę.

Patrzę na przeszłość i mimo że nie jest tylko różowa, to wiem, że mnie umacnia. Zdaje sobie sprawę z kilku momentów, na które może nie byłem gotowy, ale w ostatecznym rozrachunku muszę przyznać przed samym sobą, że ich sens, niegdyś całkiem deprymujący, obecnie zyskuje wartość śmiałego pstryczka, bożej nauczki.

Przed laty pisałem – jestem karłem, którego stopy śmierdzą wulgarnie – dziś, choć słowa tamte z działalności kabaretowych prób nieistniejącego już zespołu zdają się arogancką kpiną, to na dodatek posiadają zdolność przypomnienia natury polskości. Prostota, poczciwość, lekkoduszność i beztroska są wartością naszego narodu.

Przynajmniej w kręgu szeroko rozumianej duchowości w aranżacji kulturowej.

Senne dni października odpływają. Być może na zachętę dla serc nieco stłamszonych tym niedawnym, pogodowym terrorem? Jesienna plucha odcisnęła swoje piętno… i zdaje mi się, że nie tylko na mnie.

Przechadzałem się po cmentarzach ziemi – śmiało mogę to przyznać – polskiej, choć regionalnie mi obcej: mowa tu o Opolszczyźnie. Odwiedziłem Prudnik, Kędzierzyn Koźle i Racławice Śląskie (śląskie z nazwy jedynie) oraz mniej mi znane Pomorzowice.

Czas święta pierwszego listopada w Polsce zawsze kojarzy się z odwiedzinami nagrobków bliskich osób itd. Nie trzeba tego nikomu tłumaczyć. Refleksje mnie dopadły. Co gorsza, z nieco pesymistyczną nutą. Na przewrotność nie dotyczyły wcale przemijalności, utraty zdrowia, czy czasu. Takie rzeczy i sprawy są jak najbardziej naturalnymi i należy im się odpowiednia estyma. Wszakże sam onegdaj wielokrotnie wyśmiewałem hiperbolizację tego typu zjawisk. Obecnie moje stanowisko całkowicie spokorniało.

Wszystko wynika z otoczenia. Kiedy siedzisz bracie przy ogniu – uważaj, żebyś się nie sparzył, natomiast wiedzę o tym, gdzie jeść, a gdzie wypróżniać się godzi, winieneś mieć wrytą w koncept osobowy mocniej niż własne miano. Ot i cała filozofia.

Krzywda jest zawsze granicą. Jesteśmy zjawiskami utkanymi z energii. Materia jest energią skondensowaną do rangi „twardej”, rzecz jasna, wkraczamy tu w obszary einsteinowskich relatywizacji, jednakowoż nie trudno ideę podobną sobie przyswoić.

Nie będę tu zatem snuł rozpraw na temat żaden podobny, a jedynie zaznaczam, skąd mój tok myśli się wywodzi. Skoro energią jest wszystko, to można wszystko energii przymiotami określić, a więcej nawet: całkiem sprecyzować. Idąc dalej, wkraczamy w czystą fizykę. Wpływ myśli na materię zdaje się absurdalny, niestety, kiedy zastanowimy się głębiej, uznamy za nonsens rozumowanie odwrotne. Abstrakcja to całkiem adekwatne sformułowanko na cały ten wywód. „Prawdę” zdaje się zasnuwać magiczny pył nieświadomości.

Nie mam energii dość, by pisać o tym, że tekst, który każdy może odczytać jest wytworem myśli mojej. Ot, dowód pierwszy i nie ostatni, ale z lenistwa i różnych innych okoliczności, nie będę ich przytaczał.

Wobec tych… miernych, niech tak będzie, wymysłów, przyjmuję tezę o utkaniu wszystkiego z energii… nawet mesmeryzm wydaje mi się mocno prawdopodobny. Za nic mam przeciwników takiego kursu moich dywagacji w chwili obecnej.

Więc, o czym rozmyślał pan Misio, kiedy przechadzał się pomiędzy nagrobkami po cmentarnych alejkach zasłanych wiatrem i całunem żalu? O ludziach żyjących i o tym, że to jednak ich święto. Schowałem do kieszeni kpiny o grobach utrefionych jak świąteczne drzewka. Bo gdzieś blisko sedna mogłoby stać poletko z choinkową wystawką dla konkurencyjności sąsiedztwa i znajomych.

Ładne groby i światełka, żeby każdy zobaczył, że jednak i w tej rodzinie dba się o zmarłych i szanuje tych, co odeszli. Prędko odsunąłem tę myśl, bo… nie prowadzi daleko. Wiara w to, że płycie nagrobnej będzie weselej, tudzież prochom w ziemi od uporządkowania miejsca spoczynku, zdaje się straszliwie naiwna. Sama tradycja jest kultem żywych.

I właśnie, nigdzie to nie prowadzi – takie rozmyślanie, bo tylko do porzucenia wszelkiej rytualności, każdego sacrum. A bez nich robimy się nieco nieludzcy. Mamy swoje znamiona cywilizacji i ich zachowanie gwarantuje nam tożsamość, która prowadzi do swego rodzaju bezpieczeństwa kulturowego. Religia chrześcijańska, lub jakakolwiek, ale powszechna we wspólnocie, np. narodowej, jest mechanizmem gwarantującym jedność, lub chociaż jako taką spójność zachowań, praw zwyczajowych, obyczajów etc.

Jaka zatem z tego wszystkiego nauka? Sądzę że są dwie – jedna uczy, że człowiek to zwierzę stadne i nawet wybujały indywidualista nie może sobie pozwalać na świadomą krzywdę słowem, myślą i czynem, bo każde z tych zjawisk jest inaczej skondensowaną tą samą energią, która za każdym razem reaguje, zarówno na swój cel, jak i na źródło (czytaj: nas samych). Kpina, żart, ignorancja i temu podobne stany świadomości – celowe, lub odruchowe, to już bez znaczenia – nie przyniosą nam niczego dobrego.

Druga nauka płynie z ofiarowania. Dobre słowo, mały rytuał, odrobinka związanej z nim pracy (niech będzie, że za takie przyjmiemy uprzątnięcie nagrobku), to wszystko, minimalne akty oddawania energii, która płynie w czasie (choć osobiście w moich pokrętnych cyklach dedukcji sam czas również uznaję za formę energii) stają się manifestacjami dobrodusznej natury, a zatem prowadzą nas do szczęśliwości.

Bo dobro i zło budują zawsze tylko siebie. I nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ale do tego potrzeba mnóstwa czasu.

Zatem – karzeł ze śmierdzącymi stopami – oto jest kurs natury człowieka!

Humor, nastrój pogodny i myśli pozytywne. Nikt nie jest większy od samego siebie. Więc nie czas na łzy, na strach, czy czarne myśli. Nawet gdy nie uda Ci się co nieco, masz czas i wiarę w cuda. Zaciśnij garść na niej, nigdy nie trać nadziei i walcz! Nawet jeśli polegniesz, chwała czeka tylko na bohaterów.

Nie bój się mierzyć wyżej niż wszyscy. Nie wahaj się po prostu być i znaczyć, bo wielu jest i nie znaczy nic, a po nich zostanie popiół. Walcz o wyryte w sercu imię, wyraźne jak blask poranka. Nie bądź letnim i przestań szukać decyzji podjętych przez innych ludzi. To Twoje życie, masz tylko jedną szansę.

A teraz dobiję wszystkich, którzy nie wierzą, że można zacząć robić coś innego niż wszyscy:

Gdybyście to robili od ostatnich dziesięciu lat, bylibyście znacznie wyżej, niż jedynie w pustce myśli o niemożliwości.

Jeśli chcesz odnieść sukces, to podążaj pod prąd, bo tam gdzie wszyscy już poszli, niewiele zostanie do zebrania.

Przyznaj przed samym sobą kim naprawdę jesteś? Jeśli Ci dobrze w tym, co robisz, na Twojej drodze życia, to bardzo Cię proszę: nie narzekaj! A jeśli Ci źle, to weź dupę w troki i zacznij to zmieniać.

Wiem, że się boisz, wiem, że myślisz, że nie dasz rady. Wiem, że wszyscy mówią, że nie można, że się nie da. Tylko dlaczego wcale nie wybitne osoby jeżdżą jaguarami i mieszkają w willach z basenem, a utalentowane, zdolne, całkiem bystre ludziki ledwo wiążą koniec z końcem, sfrustrowani okolicznościami niechcianej codzienności?

Twoje życie, to Twoje wybory. Wszystko jest możliwe, jeśli podejmiesz wysiłek zanim świat spadnie Ci na głowę.

I tego Wam Misiaczki życzę.

Wasz Miś.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci