Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Opowieści z Dawnych Dni - Gwiazda Gwiazd, część 5.

plandnia

5. część opowiadania z książki Łukasza Gutowskiego, pt. Opowieści z Dawnych Dni.

 

Gwiazda Gwiazd

czyli opowieść o Elduanie i Diar Amie Tual (część 5.)

 

W tym dniu Ahanneiowi udało się, korzystając z zamieszania wokół spotkania dwóch dam, przekraść się pod nosem złej armii potworów. Miał na sobie wspaniały płaszcz z Niebiańskiego Warsztatu, dlatego przyszło mu to z większą łatwością, niż się spodziewał. Co prawda, musiał co parę metrów się zatrzymywać. Przywierał wtedy do drzew, głazów, albo wozów, czy nawet pakunków żołnierzy, a jego ubranie sprawiało, że pozostawał niezauważony. Przed samym opuszczeniem zajętego przez złe wojska terenu, musiał przejść blisko ogniska, gdzie paskudni zielonoskórzy horbugowie piekli na ruszcie jaszczurkę. Narzucił wtedy kaptur na głowę i postanowił udawać jednego z nich. Któryś zawołał w stronę Ahanneia:

— Ktoś ty? Z którego jesteś plemienia? — Ahannei dziesięć lat spędził w więzieniu Keasar, znał więc obyczaje jej poddanych wyśmienicie.

— Ze Ślepych Kłów — odpowiedział głosem, który starał się jak mógł, zabrzmiał chropowato, gardłowo i bezdźwięcznie.

— Podaj hasło! — zażądał wartownik.

— Kupa, gluty, smarki, plucha, a na wierzchu goła pupa — zarecytował ulubione porzekadło wszystkich oślizgów. Wartownik na tę odpowiedź machnął tylko ręką i pozwolił Ahanneiowi iść dalej. Elemdelal odetchnął z ulgą. Udało się! Mógł teraz bez problemu udać się w kierunku Lasu Pyszności. To za nim, na wschodzie stała Góra Róż.

Złodziej gnał czym prędzej w kierunku miejsca, w którym zostali uwięzieni Elduan i Diar Ama Tual. Wreszcie, po wielu godzinach biegu, bardzo się zmęczył. Był też głodny i postanowił się posilić. W Lesie Pyszności wszelkiego jadła było w bród, wystarczyło się dobrze rozejrzeć. Zaraz nazrywał owoców, jagód, malin, nazbierał orzechów, siadł pod drzewem i pałaszował taki leśny obiad. Nagle wyszedł do niego Król Jeleni. Ahannei nie widział nigdy tak pięknego zwierzęcia.

— Co tutaj robisz Królu Jeleni? — zapytał złodziej. — Myślałem, że mieszkasz w Lesie Grozy?

— Tak było — odpowiedziało mu zwierzę, — ale przez nasze terytorium przeszła armia Keasar i spłoszyła całe moje stado. Teraz chwilowo zamieszkaliśmy tutaj, bo boimy się czarownicy. A dokąd ty zmierzasz wędrowcze? — zapytał Król Jeleni.

— Na Górę Róż. Idę tam, żeby uwolnić Elduana, ukochanego Diar Amy Tual. — Po czym wyjaśnił Królowi Jeleni wszystko, co wiedział i plan amaralskiej pary na pokonanie wiedźmy. Król Jeleni przyrzekł Ahanneiowi, że gdyby zaszła taka potrzeba, to jego podwładni chętnie rozprawią się z wojskiem potworów, pod warunkiem jednak, że nie będą musieli walczyć przeciwko czarownicy i jej czarnoksięskim zaklęciom, których bardzo się boją. Ahannei dostał magiczny róg, który wzywał Króla Jeleni na pomoc. Grzecznie podziękował za rozmowę i ruszył w dalszą drogę. Wędrował tak do wieczora. Wreszcie, zmęczony włóczęgą, ułożył się na spoczynek pod dziką gruszą i zasnął.

Drugiego dnia Keasar była bardzo nieszczęśliwa. Płakała, narzekała, biadoliła, oskarżała Amarala i jego żonę, że chcieli ją otruć. Brzuch ją bolał, bo się przeżarła, głowa ją bolała, bo się przepiła, a w głębi serca nienawiść ją zżerała do wszystkich Elemdelalów, bo ich pałac był przepiękny, jedzenie i napoje przepyszne, a występy wokalne olśniewające. W duchu bardzo zazdrościła im całego tego bogactwa! Gdy nadeszło południe czarownica mimo wszystko zaczęła szykować się do pojedynku z Elevaelem. Amaral przestraszył się bardzo, bo Ahannei nie powrócił jeszcze z Elduanem i nie miał kto zamienić Eilaeilu w magiczny miecz. Z pomocą znów przyszła Lea.

— Doszły mnie słuchy droga siostro, że nie czujesz się dobrze po wczorajszej uczcie. Wynik pojedynku przesądzi o całym rozstrzygnięciu konfliktu, jest zatem bardzo ważny. Jeśli przegrasz nie w pełni sił, będziesz miała do nas pretensję, że oszustwem próbowaliśmy się ciebie pozbyć. Przełóżmy zatem sprawdzian sił, Twój i Elevaela aż na jutro. — Keasar była zadowolona ze słów Lei, sama bowiem chciała już dawno prosić o przeniesienie tego arcyważnego starcia, ale była zbyt dumna, by samej przyznać, że nie jest w pełni sił.

— Niech tak będzie — odpowiedziała zadowolona. — Nie myśl jednak, że odwlekając pojedynek, spowodujesz inne jego rozstrzygnięcie, niż moje zwycięstwo. Moja wygrana jest pewna! — obwieściła, rozsmakowując się w swojej pysze. Lea dobrze znała próżność swojej złej siostry, dlatego poinformowała ją, że dzisiejszego wieczoru odbędą się tańce, na które najserdeczniej zaprasza czarownicę.

Tymczasem Ahannei obudził się pod gruszą w Lesie Pyszności, zjadł szybkie śniadanie z tamtejszych owoców i ruszył czym prędzej ku Górze Róż. Już miał się zabierać w drogę, kiedy nagle zauważył wilka. Najpierw był tylko jeden, ale w mgnieniu oka z różnych stron powychodziły kolejne. Cała wataha groźnie wyszczerzyła kły i rzuciła się w stronę amaralskiego wysłannika. Ahannei nie zamierzał czekać! Czym prędzej wskoczył na drzewo. Wilki jednak nawet na chwilę nie odstępowały gruszy, na której siedział, bo były głodne i zamierzały zjeść smakowitego Elemdelala.

Siedział na najgrubszej gałęzi drzewa i płakał, tak bardzo, że aż pod gruszą powstała dość głęboka kałuża. Było mu strasznie żal, że przez niedobre zwierzęta nie zdąży na czas z ratunkiem dla Elduana, a tym samym i całe Srebrne Miasto zostanie zniszczone przez złą czarownicę. Wtedy pojawiła się koło niego wiewiórka, sowa i dzięcioł. Zwierzaczki przedstawiły się jako poddani Króla Lasu i zapytały, dlaczego mężczyzna tak płacze? Kiedy Ahannei otarł łzy i opowiedział o swojej misji oraz przeszkodzie, która go napotkała, zwierzątka wezwały swego pana do pomocy. Wszystkie drapieżne zwierzęta zostały w trymiga oplątane bluszczem i tak mocno skrępowane, że w żaden sposób nie mogły się z niego wydostać. Wówczas już radosny Elemdelal czym prędzej pobiegł ku spełnieniu swego zadania.

W drugim dniu pobytu Keasar na salonach Księżycowego Pałacu, wieczorem wyprawiono bal. Zaproszono najbardziej wybornych tancerzy, aby swoimi występami zachwycili amaralską parę oraz jej świetnych gości. Pokaz zrobił ogromne wrażenie nie tylko na czarownicy, ale również i na wszystkich dworzanach. Później ogłoszono zabawę taneczną. Na sali bankietowej pojawiła się orkiestra. Zaczęła żywiołowo grać wesołe piosenki. Keasar nie umiała tańczyć i, mimo że bardzo jej się idea zabawy podobała, to nie chciała się przyznać do słabości, nie pozwalając się wyciągnąć na parkiet. Lea i tym razem przejrzała złą siostrę: w tajemnicy przykazała najpiękniejszym młodzieńcom, aby adorowali wiedźmę. Wszyscy byli tacy wspaniali, że w końcu udało się ją porwać w wir tańca! Kręciła piruety i nie żałowała nóg, chadzając do rytmu i taktu orkiestry, prędko przyuczona przez największych mistrzów najśmielszych pląsów. Tak dobrze się bawiła, że nawet nie spostrzegła, iż bal przeciągnął się do późnej nocy.

Ahannei dotarł do Góry Róż. Tutaj musiał rozprawić się z potężnym Zulukulem. Elemdelal nie był wojownikiem, nie miał przy sobie nawet broni. Postanowił zrobić użytek ze swojego rozumu. Narzucił na głowę płaszcz, tak, jak wcześniej, przy ognisku horbugów. Wdrapał się niemal na sam szczyt omijając utrudniające wspinaczkę kolczaste krzewy. Ahannei chyba jako jedyny na świecie potrafił przekraść się nawet pomiędzy tymi różanymi gałęziami. Gdy był już niemal na czubku Góry, zauważył Zulukula. Oślizg siedział wpatrzony w dal i dłubał patykiem w ziemi.

— Zulukulu! Blum, bum, bulu! — zawołał Ahannei, naśladując głos w horbużej mowie.

— Glum bul gulu? — odpowiedział horbug.

— Tak. Gulu gulu! — odparł Elemdelal udający oślizga. — Keasar przysłała mnie, żebym cię zmienił w tym twoim pilnowaniu jeńców. Masz iść do niej, bo cię do czegoś potrzebuje!

— Skoro tak, to idę! — powiedział Zulukul. Coś mu nie pasowało w posłańcu czarownicy, ale sprzykrzyło mu się samotne siedzenie wśród pachnących róż, kiedy wszyscy jego pobratymcy poszli na wojnę. Horbugowie uwielbiają wszelkiej maści bijatyki i bardzo nie lubią kwiatów. Oślizg pomału zaczął schodzić z Góry Róż, a Ahannei zadowolony ze swojej przebiegłości, bez trudu odnalazł zamrożone ciała przyjaciół. Czym prędzej wyciągnął słoik ze swojej szkatułki, odkręcił go i podał zawartość do ust Elduana. W tej chwili czar wiedźmy stracił moc i bohater Elemdelalu odzyskał świadomość. Zakrętka od słoika stoczyła się tymczasem pod nogi Zulukula! Potwór natychmiast poznał, że wieczko pochodzi z elemdelalskiego rzemiosła, bo wszystko z rąk Gwiazd wychodziło ładne i zgrabne. Jednak jego pierwsze wrażenie go nie zawiodło! Coś było nie tak w posłańcu wiedźmy, teraz wiedział, że to był podstęp! Nie zastanawiając się długo, ruszył z wrzaskiem na górę. Tam Ahannei akurat kończył zaznajamiać Elduana z planem amaralskiej pary. Gdy Zulukul wpadł między Elemdelalów, wojownik dobył Miriadira i z miejsca uciął głowę paskudnemu słudze czarownicy. Tym samym, ten sam szermierz pokonał Bulibula i Zulukula, ojca i syna z horbużego plemienia.

Ahannei wezwał Króla Orłów. Dzięki jego poddanym, a zleciało się zewsząd pełno ptactwa wszelkiego rodzaju, obaj mężczyźni zostali przetransportowani drogą powietrzną do Srebrnego Miasta. Pomimo, że przefrunęli nad armią złej wiedźmy, to żaden z wrogów ich nie zauważył. Gdy dotarli do Księżycowego Pałacu, panowała tam wielka zabawa. Ahannei i Elduan postanowili odpocząć.

Nazajutrz w samo południe miał się odbyć pojedynek Amarala z czarownicą. Keasar wyspała się, lecz po wczorajszych tańcach bardzo bolały ją nogi. Tym razem jednak Lea nie zaproponowała przeniesienia pojedynku na kolejny dzień, miała już bowiem wszystkich wykonawców swojego planu.

Czarownica bardzo się zdziwiła, kiedy zamiast Elevaela, stanął przed nią młody Elemdelal ubrany w amaralską zbroję, całą ze złota, z kolcami na rękach i rzeźbionymi, smoczymi łbami na ramionach.

— Cóż to? — zadrwiła. — Czyżby Elevael postanowił zrobić sobie wolne? Czyżby się bał starcia ze mną? — szydziła wiedźma.

— Nic podobnego straszna Keasar — odpowiedział znajdujący się wśród gapiów Elevael. — Uzgodniliśmy, że twoim przeciwnikiem w pojedynku będzie Amaral. Oto on, nowy Amaral Elemdelalu: Elduan! — Na słowa dawnego władcy, jego spadkobierca ruszył do boju. Walczył Miriadirem. Starcie było wyrównane, a kiedy wiedźma rozochociła się w boju na dobre, nie czując obawy przed Ostrzem Wiatru, Elduan nagle wydobył z dużej kieszeni spodni Eilaeilu. Klejnot w jego ręce zmienił się w najprawdziwszy, piękny, wielki i lśniący miecz. Przeraziło się oko Ashtara Levartara rozpoznając ostrze, które go pokonało w przeszłości. Gwiazda Gwiazd zmieniła się w Ostrze-Ukryte-Oznajmiające-Przeznaczenie, czyli w mowie Elemdelalów Dirmarnarirriar. Zalśnił piękny amaralski miecz i Elduan sprawnie nim władając rozprawił się z podłą Keasar. Czarownica została pokonana. W tym samym momencie jej lodowa klątwa wygasła i Diar Ama Tual odzyskała świadomość.

Dziewczyna poczuła się bardzo nieswojo. Była niemal samiuteńka na pięknej Górze Róż. Pomimo, że świeciło Słońce i jego promyki miło przygrzewały, to jej było całkiem chłodno. Zaraz pojawił się przy niej Król Orłów i opowiedział o wszystkim co zdarzyło się, gdy stała na szczycie ukwieconej góry zamieniona w lodowego bałwana.

Armia horbugów i czarnych zływrogów strasznie wściekła za śmierć swej przywódczyni, postanowiła wbrew przyrzeczeniom czarownicy, zaatakować Srebrne Miasto. Wtedy Ahannei przy pomocy rogu, który otrzymał od Króla Jeleni, wezwał pomocy. Armia leśnych zwierząt wyskoczyła ze wszystkich czterech lasów i przepędziła wrogie, potworne wojska tam, gdzie pieprz rośnie!

Diar Ama Tual, podziwiała z góry te wszystkie wyczyny i śmiała się radośnie niesiona na skrzydłach kilkudziesięciu ptaków zjednoczonych wolą Króla Orłów.

Tak zakończyła się przygoda, rozpoczęta całkiem niepozornie. Diar Ama Tual z uczennicy w kilka dni stała się nową Amaralką Elemdelalu. Z ochotą poślubiła Elduana, bo bardzo go pokochała podczas ich wspólnych przygód po Lesie Grozy, któremu teraz zmieniono nazwę na Las Miłości.

Wyprawiono wielkie wesele, które trwało cztery tygodnie. Odtąd zawsze się wspominało Diar Amę Tual i Elduana, jako największych bohaterów Elemdelalu. Wiele jeszcze mieli przygód, siedmioro potomków, a żyli długo i szczęśliwie w zdrowiu, bogactwie, i co najważniejsze w miłości.

KONIEC

 

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci