Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Gloria, rozdział 10. (1)

plandnia

Rozdział 10. Granica

Miłość to jedyna energia.

 

Te chwile nic nie znaczące, jakby przypadkiem wyryte w świadomej pamięci nierzadko stają się ważniejsze od tych oczekiwanych. Nagle wybuchają zdarzenia niezaplanowane, o mocy większej, niż spodziewane huragany. Żadna to nowość.

Niestety, w najnowszym stanie usposobienia monistycznego, egocentrycznie zharmonizowanej koherencji, zdarzenia wieczoru w Sunshine Red nie przynosiły Glorii otuchy, zaspokojenia, ani też oczekiwanej dominacji, triumfu, zwycięstwa, lecz jedynie nicość… wewnętrzną pustkę. Czyż nie miała osiągnąć pełni swych możliwości, aby w ontologicznym przejaskrawieniu pławić się niczym król Midas w ogniu złota? Nie wiedziała. Może była wciąż zbyt słaba, krucha? Może za głupia?

Czy rzeczywiście istniał jakiś większy plan jej autorstwa przewidziany dla już zakończonej imprezy? Jasne, był tam Bernard. Poza imieniem nieszczególnie zajmowała się jego wizerunkiem, po prostu w życzeniowym, autorytarnym myśleniu z samej zasady miał być. I to dokładnym spełnieniem jej marzeń o idealnym partnerze. Zastawiła sidła sama na siebie,… bo był naprawdę taki, na jakiego liczyła.

Długo nie mogła zasnąć. Piosenka w odtwarzaczu skończyła się już dawno. A może wcale nie minęło zbyt wiele czasu? Z resztą, to bez różnicy. Nie ma żadnego kontrastu między odległościami w czasoprzestrzeni, kiedy zamiast rozumieć, po prostu się czuje. Serce drżące, wrażliwe i skore do uniesień nie zawsze jest przywarą godną miana najmocniej zniedołężniałej cnoty. Z pewnością bywa pomocne w zadaniach wymagających empatii, lecz w chwilach, gdy nieco kruszeje nadwątlone wpływem niepowodzeń, staje się żelazną kulą u nogi!

Cóż by mogła oddać królowa Gloria dla złagodzenia swej uczuciowości ckliwej i sentymentalnej? Kotłowała się niespokojnie w zmiętoszonej coraz wyraźniej pościeli, bardziej z każdą chwilą niewygodnej. Kres nadszedł, jak zwykle, w ciężkich momentach goryczy łagodnym osłodzeniem. Sen wyzwolił duszę z oków cielesnego jarzma.

Oddzielenie zdaje się jej, o tyle naturalne, co i specyficznie niekomfortowe. Pierwsza myśl, niczym światło jutrzenki, błyszczy wątpliwością o realności… być może rzeczywistość płata jej figla, wkomponowując w umysł oniryczne kłamstwa o wielkości, odrębności, kontroli, unaoczniające fałszywą wizję? Temat nie do rozstrzygnięcia bez osiągnięcia perspektywy. Bestialstwo… tak. Tylko w okrutnym mechanizmie czasoprzestrzeni można by odnaleźć odpowiedzi transparentnie rozstrzygające ten problem.

Xesar zjawia się jak zwykle po dłuższej chwili. Ezdra nie był taki powściągliwy.

— Nie marnowałaś czasu w ciągu ostatnich kilku dni…

— Co masz na myśli?

— Spotkałaś swoją wielką miłość, spotkałaś inne źródło, podjęłaś decyzję…

— Na twoim miejscu nie byłabym taka szczęśliwa. W moich decyzjach nie ma zbyt wiele miejsca na realizację twoich szczytnych idei — na krótką chwilę zapadła cisza. Dżin z widoczną trudnością wykrzesał z siebie pytanie.

— Wytłumaczysz mi to?

— Po spotkaniu z Bernardem mam poważne wątpliwości co do proponowanej przez ciebie techniki „pozostawiania wyboru”. Nie panuję nad własną Historią dostatecznie, aby móc pełnić rolę arbitra… Nie nadaję się do tego.

— Nadal niczego nie rozumiem. Wydaje mi się, że masz poważny mętlik w umyśle.

— Być może. Nie chcę o tym rozmawiać. Może lepiej byłoby, gdybym przeżywała zwyczajny sen? Ta ciągła aktywność zaczyna mnie nużyć. Powolutku mam dość, naprawdę. Stała kontrola… wiesz co mam na myśli? — Xesar wzruszył ramionami. Jego oczy nieco pojaśniały. — Tracę kontrolę. Przez ostatnie kilka miesięcy podjęłam się udźwignięcia zbyt wielkiego ciężaru. Przytłacza mnie rozmach Dzieła Stwarzania. Czuję wypalenie i pustkę.

— Skończyłaś? — zapytał gniewnie. Dziewczyna lekko podniosła podbródek. Spod spuszczonych powiek obserwowała dżina, oczekując długiego i nudnego kazania. — Wiesz ile osób marzyłoby o twoim stanie? Wiesz dlaczego „marzyłoby”? Bo nawet nie podejrzewają, że coś podobnego ma prawo funkcjonować! Nie marnuj daru, który otrzymałaś!

— Powiedz mi Xesar — Gloria odezwała się niepewnie — jakim cudem w mojej własnej Historii, w wykreowanym przeze mnie spełnieniu życzenia, pojawia się bieg zdarzeń nie tylko nieprzewidzianych, ale przede wszystkim niepomyślnych? — Ostatnie słowa były wyraźnie nacechowane smutkiem. Nie działo się nic podobnego do załamania głosu, bo podczas komunikacji na częstotliwości aniołów i dżinów, nie korzystali z dźwięków. Porozumiewanie mimo wszystko działało, jak mawiał klasyk „było to coś zupełnie innego, ale na tej samej zasadzie”.

— Przede wszystkim kochanie — zdziwiła się nieco takim określeniem — to uważam, że twoja ludzka emocjonalność nieco ci przyćmiła nowe możliwości. Zapomniałaś, że jesteś panią Historii.

— Wcale nie zapomniałam — ukłuł ją ten zarzut. Nie chciała myśleć, że niekorzystne rezultaty mogą mieć źródło w niej samej. To takie wygodne, żeby myśleć, że pochodzą „z zewnątrz”.

— Owszem, zapomniałaś. Przyznaję, że obecność Gustava mogła być dla ciebie troszkę niekomfortowa, a nade wszystko, destabilizacyjna dla twojego pojmowania rzeczywistości. W końcu cały światopogląd, który przekazał ci Ezdra, nie jest twoim macierzystym sposobem rozumowania. Kiedy pojawił się ktoś, kto również jest źródłem na poziomie zbliżonym do twojego, odpuściłaś sobie trudne dzieło stwarzania. Zapragnęłaś odpoczynku. Przyznaję, trud urzeczywistniania własnej wizji może być uciążliwy.

— Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko moja wina? Bernard mnie nie chce, bo moja wiara w naszą przyszłość jest niewystarczająca? A może jest zajęty, bo ja to wymyśliłam? — Urwała. W głębi ducha rozumiała, że jej gniewne pytania są jednocześnie odpowiedziami.

— Już wiesz, — uśmiechnął się Xesar, — na szczęście możemy wspólnie zaradzić twojemu niepowodzeniu.

— Co masz na myśli?

— Gloria, to przecież proste! — zaśmiał się swobodnie. — Chcesz mieć Bernarda na wyłączność, prawda?

— No tak.

— Drogi do takiego stanu są dwie. Możliwa jest naturalnie ekspresowa formuła zapewniająca natychmiastowy rezultat pozytywny, ostrzegam jednakże, że do tej metody masz już spalony most.

— W czym rzecz dokładnie? — Gloria nie kryła zaciekawienia. Zdawała sobie sprawę, że z nauki Xesara może wynieść duże doświadczenie.

— Chodzi jak zawsze o wiarę. W ujęciu mesmerycznym nie ma znaczenia kogo sobie zażyczysz, bo jeśli uda ci się nawiązać połączenie na płaszczyźnie uniwersalnego fluidu, na poziomie Opowieści, niemożliwe jest rozerwanie więzi. Niestety twój umysł, a w konsekwencji też dusza, uznały Bernarda za byt autonomiczny, co więcej, pod wyraźnym wpływem Gustava. Zapomniałaś, że to twoja Historia! Nawet całkiem wyzwolony Gustav jest jedynie elementem Całości w ujęciu tylko i wyłącznie twojego spektrum postrzegania. Dałaś się omamić, że to ty jesteś częścią jego Historii, a nie odwrotnie. Nie ma w tym wielkiej winy, bo to była pierwsza tego typu konfrontacja. Zwyczajnie zabrakło ci doświadczenia.

— Czyli w mesmerycznym możemy odrzucić — uśmiechnęła się dziewczyna.

— No, widzę, że już ci troszkę lepiej? To bardzo dobrze. Drugi sposób jest prostszy i wymaga o wiele mniej świadomej intencji. Właściwie to z grubsza wystarczy zaufać sobie. Nie trzeba przy tym zachowywać ponad stan wzmożonej koncentracji.

— Brzmi dobrze. Co to za sposób?

— Musisz znaleźć dziewczynę tego Bernarda i ją zabić.

— Że co?!? — Gloria nie mogła uwierzyć w słowa dżina. — Czyś ty zwariował?!? Za kogo ty mnie masz? Za morderczynię?

— Uspokój się! Przypomnij sobie moje nauki z początku naszej znajomości. Nie ma niczego spoza ciebie samej. Ty jesteś źródłem wszystkiego, czego doświadczasz, czy ci się to podoba, czy też nie! Dlatego możesz zrobić ze wszystkim oraz wszystkimi dokładnie to, co ci się żywnie spodoba, bo jest to jedynie twoja ingerencja w twoje własne wnętrze!

— Zwariowałeś! — dziewczyna nie kryła oburzenia. — Nie zmusisz mnie do morderstwa!

— Masz rację. Nie zmuszę. To ty jesteś władczynią Historii. Nawet ja jestem jedynie twoim wytworem. Tak naprawdę, prowadzisz tę rozmowę sama ze sobą. W głębi ducha czujesz, że absolutnie wszystko jest dla ciebie możliwe i nie ma rzeczy niedozwolonej. Zastanów się chwilę. Kto ci powiedział, że nie możesz zrobić czegokolwiek?

Gloria nie odpowiedziała. Siedziała w milczeniu. Xesar nie mógł zrozumieć jej zachowania, dlatego nie odnajdując z nią żadnego porozumienia, w pełni zignorowany, postanowił zostawić ją w spokoju. Ona po prostu siedziała na łóżku tuż obok swojej własnej głowy. Zwracała twarz w kierunku okna. Czy rozwiązanie podane przez dżina było tym właściwym, czy powinna odnaleźć dziewczynę Bernarda i ją zabić? Zza okna dobiegały dźwięki ulicy. Karmelowa nie była szczególnie ruchliwa, ale Self Street już tak. Była noc z soboty na niedzielę. W mieście takim jak Defio City, młodzież korzystała z weekendu. Dziewczyna słuchała śpiewu paru chłopaków, chichotu ich towarzyszek, szumu rzadko przejeżdżających samochodów. Oglądała gwiazdy na bezchmurnym niebie i na próżno wyglądała księżyca. Pogrążała się w znużeniu, by zaraz odbyć pasjonujący wypad wyobraźni do sytuacji złożonych ze zdarzeń odbytych, mających, lub mogących się wydarzyć. Przeżywała scenariusze, jeszcze raz tańczyła z Bernardem, rozmawiała z Gustavem, spotykała po raz pierwszy Ezdrę po odkryciu zdrady Krisa i Izy. Po raz kolejny uśmiercała śliczną Laurę, która umarła tej nocy jakieś siedemnaście razy. Uprawiała seks z ukochanym, namiętny i dziki, lub nie dopuszczała do kontaktu, zwodząc go i łamiąc mu serce. W żadnej tego rodzaju imaginacji nie czuła się dobrze jako siła sprawcza śmierci. Myśli Glorii krążyły, zataczając coraz szersze kręgi, by zaraz pozwolić sobie na całkowitą przyziemność. Gdyby była teraz w swoim ciele, zapłakałaby dziecinnie, oddając się eksplozji żalu, pogrążając się w tęsknocie za lepszym czasem. Jakże mądrze było skonstruowane życie! Tylko raz trzeba przeżywać każdą chwilę. Ulotność trwania, złudna do granic dorzeczności, mimo wszystko jednak jest siłą tak bezkreśnie, przyjemnie ujarzmiającą emocje rozwarstwione w nieskończoność, gdy zabraknie nie zawsze wygodnej, własnej skóry.

Przesiedziała całą noc. Xesar wściekał się, bo chyba stracił kontrolę. Dobrze mu się prowadziło tę dziewczynę. Łatwo szło, usiadł okrakiem w siodle jej Historii i prowadził we własnym kierunku. Aż do teraz. Cóż począć? Może delikatnie przesadził? Najpierw spodziewał się, że Gloria zechce go spławić, oszukać czujność, zrobić coś szalonego. Nie do końca był gotowy na statyczną kontemplację chwil, próżną medytację, tudzież regenerujący odpoczynek, przecinek w Historii. Tak przecież niebezpieczne są momenty zastanowienia ludzkości… Ona nie zrobiła nic. Dżin, przynajmniej na tyle zadowolił się jej stanem, przyjął go za dobrą wróżbę. Aż taki opór tkwił w tej dziewczynie by dokonać zbrodni… Sam nie wiedział, czy może być tym zachwycony, czy raczej odwrotnie, powinien się wściec, że pomimo tak długiego wiercenia we wszystkich odsłonach ludzkości, nie zdołał jeszcze doszczętnie skalać Obrazu Boga.

C.D.N.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci