Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Kartka z pamiętnika

plandnia

Poszukuję własnej tożsamości w ukryciu. Ubrałem maskę abstrakcyjnego rozkapryszenia i od razu w pozie „należy mi się” zagubiłem szczątki ego. Uczę się doświadczeniem, którego tony, a raczej fale całe napierają, nadchodzą i konfrontują mnie z olbrzymami egzystencji.

Chmurne to dni. Zdawało się, że sprawy całkiem obumarłe odżyły jeszcze na kilka oddechów: płytkich i w gruncie rzeczy obmierzłych jak one same. Eksplodowały wulkany wspomnień i żali, niemniej zwłaszcza tych wspaniałych chwil, gdy znaczyłem wiele, a nawet w żądzy oraz dominacji — nadawałem znaczenia.

Dzisiaj odżegnuję się od pełnienia funkcji większej niż sługa. Staram się przynajmniej, aby moje żołnierskie z dawien już dawna zdyscyplinowanie pozostało absolutną dominantą aktualnego kursu.

Dokąd on prowadzi? Przekonamy się już wkrótce.

Wczoraj zdarzenie niepokojące przebrnęło, ale dzięki Bogu zakończyło się bez tragedii. Pustka prosiła się o jakąkolwiek reakcję z mojej strony, a ja… zrzuciłem winę na zmęczenie fizyczne i starałem się ukryć sumienie w tym jakże wygodnym wyjaśnieniu… Dziś na szczęście udało się zauważyć, że mój brak zdecydowania, neutralność była jedynie zwiastunem niepokoju, który umarł rozbity otuchą.

Wyzwaniem mojego nowego wcielenia nie jest jednakże kontemplacja jaźni, lub podświadomości, gdzie z racji eremickiej natury odnajduję się zacnie i zdecydowanie są to zadania od wieków właściwe wszelkim mędrkom, artystom i szalonym wykolejeńcom (do których grona zapewne mam zaszczyt i zobowiązanie się zaliczać).

Jak do tej pory miałem mnóstwo szczęścia, bo nieświadomie poddawałem się bez walki niektórym podnietom, a niech to: podnietkom! (Jak szaleć, to szaleć! :))

Bryza otrzeźwienia szczęśliwie dotarła do mego oblicza, otumaniła najpierw, a potem wyryła pozę, w której mam zamiar wytrwać. Uczę się dorosłości, stawiania czoła, stawania na wysokości zadań, spełniania marzeń i tego, że kiedy spełniam nie własne, a cudze (umówmy się, że „czyjeś”), to satysfakcja jest, ale zdrowsza. Komfort też daje zgłębianie wymagań miłości… prawdziwej. Czy zasłużyłem aż na tę najwyższą eksperiencję?

Tak. A więcej… nie musi być. Wszystko może. Taki nowy ja. Jeszcze nie odbudowany, ale świadomy. Najmocniej jednak w wymiarach mniej widocznych.

Pozdrawiam.

Wasz Miś,

Misiaczki!

P.S.

Wciąż nie w pełni panuję nad językiem i staram się ze wszystkich sił opanować wstrzemięźliwość werbalną do perfekcji.   

P.S. 1

Odnalazłem Stephena Kinga i zrozumienie sięga głębiej. W gąszczu słów odnajduję ukojenie i śmiałość. Wzrastam.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci