Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Pomiędzy wskazówkami zegara.

plandnia

Myśli przychodzą nagle i pozornie nic nie warte, kpiarskie, bądź z założenia nieistotne… okazują się tymi wielkimi.

Ot, stary człowiek wczorajszego popołudnia w swej pracy akordowej, manualnej, nabrał przeświadczenia, że rąk mu w pewnej chwili braknie.

„Dwie ręce to momentami zbyt mało – myślał. – Jednakowoż to Bóg Święty nas temi dwiema rękoma obdarował, czyżby inszej mielibyśmy być postawy, a nie na obraz i podobieństwo Stwórcy?”.

Wtedy nabrał animuszu. Zwiększył częstotliwość swoich ruchów i nagle wielka satysfakcja go naszła, że ten nadmiar zdawało się energii, nie jest wcale aż tak wielkim poświęceniem. Z ochotą się zabrał za wykonywanie swych poczynań. W głowie myśli dalej się kotłowały. Od takich z pogranicza zaszczutej zwierzyny, co ratunku drogi szuka, aż po większe, powiedziałbym ludzkie, albo i nawet z dziedzin ponad człowieczym postrzeganiem stworzonych — w prostym słowie rzekłbym: genialne, żeby nie przesadzić, że boskie.

„O wszystko zadbał Pan. Mi się jeno w lenistwie dobrze gnuśnieje. A jużci! Dupę w troki i Boski Plan wykonywać!”.

Później zamajaczyło kilka mocniejszych:

„Obym tylko miał mądrość, żeby tylko nie zatracić jej dla łapczywej pokusy błyśnięcia dowcipem, albo i gorzej… sarkazmem. To nowotwór naszych czasów. Muszę wytrwałości prosić, powściągliwej i umiarkowanej kondycji… by nie parsknąć nagle z całą zapalczywością i zmarnować znoju do tej pory budującego mnie, niegdyś wielkiego, dziś udającego szmaciarza a ekscentrycznego śmiecia”.

Kuły jeszcze ambicje spod skóry zacementowanej narzuconą pokorą:

„Tyle życia upiłem!” – tu ucieszyło się starcze serce.

Lubił wspomnieć swoje triumfy i zasługi, niby-niewidoczne, a bez których pałace zdawały się jedynie kopami z piasku. Wnosił subtelną wilgoć, istne spoiwo między elementami pozornie do siebie niepasującymi. „Byłem wielkim, o przewrotności życia! Dziś małego udaję… albo i nim jestem, tylko w tym pozorze, w tej pozie, w tym udawaniu… Nie mogę. Muszę w życiu tym teraz zobaczyć go i więcej jeszcze się napić, zaczerpnąć, wchłonąć, a potem wykręcę com widział w szmacie, a później z tego co zostanie zlepię golema, by go puścić między ludzie. Jak zawsze, jak zwykle… i tyle.”

Dzień minął. Odsiecz nawet nadeszła w pomocniku do ciermięgi.

„Ech. To taki dobry chłopak. I to nawet nie idiota, ale poza posiadaniem wszystkiego na miejscu wypaść musiało mu parę klepek. Może to i lepiej, że u niego serce całe na widoku?”

Potem już tylko błyski, nie myśli towarzyszyły starcowi. Oddechy, barwy i kolory. Żadnego więcej przemyślenia, analizy, jedynie tu i teraz. Więcej już nic.

Na koniec dnia, gdy siedział w zakładowym autobusie, w drodze do domu, na chwilę włączyły się rozważania o okrucieństwie Boga, co karze swe dzieci egzystencjonalną tęsknotą nie do zniesienia i fizycznym upodleniem.

„To sprawka szatana, te myśli moje. Ach, jakże rozrzutny w bezlitości miałby być Pan Ojciec, skoro takie byty wspaniałe, anielskie do takiej kondycji dopuścił — podżegaczy?, awanturzystów? Gdzie ta miłość nieskończona, skoro nie zna przebaczenia?” — i znowu nabrał przeświadczenia, że to złe są myśli, od Złego pochodzące, więc modlił się chwilę w duchu (w zasadzie samą tylko intencją) o rozjaśnienie tyle, ile można.

„W małym rozumku człowieczym nie zmieści się odpowiedź. A co do katorgi, ludzkiego losu w trudach: masz rozwój i zapowiedź zmartwychwstania przy kresie stworzenia. Wielki postęp, koło cywilizacyjne, historyczne zmiany standardów — to zacne namiastki miłosierdzia, bo coraz nam łatwiej, ale żalu mamy wciąż za wiele”.

Skończyły się chmury przemyśleń. Autobus dobiegł do przystanku. Stary człowiek wysiadać się sposobił, oderwał się cały od siedzenia i wylał w małej grupie, jak kropla w strumieniu. Do końca dnia miał już spokój.

28.04.2017 r.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci