Menu

Nasycenie Esencją

Punkt widzenia różny od trendów przewodnich. Komentarze dotyczące polityki, obyczajów, socjologii. Własna twórczość artystyczna.

Gloria, rozdział 10. (2)

plandnia

Rozdział 10. Granica (2)

Miłość to jedyna energia.

 

Dziewczyna obudziła się rano. Nie miała snów od momentu, kiedy przebudziła się ze śpiączki w szpitalu na Ever Street ku wielkiemu zachwytowi doktora Olsena. Ten brak nie doskwierał jej aż do dzisiaj. Pamięć o nocnej rozmowie z Xesarem wcale nie dodawała skrzydeł. Może taka ma być jej powinność? Taka rola, ale czy nadal w jej własnej Historii? Dręczyła ją myśl, że sprawę, która wydawała się oczywista i z góry rozstrzygnięta w sumieniu, cały czas miała z tyłu głowy. Nie odrzucała jej natychmiast. To już była przemoc, agresja, zło, Druga Strona. Jak poradzić sobie z tym wszystkim, jak odciąć się od Xesara? Kilka jego słów potrafiło utknąć w podświadomości, w uzmysłowieniu zalegając przykrym cieniem, uciążliwością o wiele bardziej nieznośną niż rozterki serca. Tu już nie chodziło o to, czy zrobić to, do czego starał się ją namówić, ale o kwestię związaną z uwolnieniem od dżina. Ile z tego, co mówił było właściwe, a ile stanowiła jedynie prawda przeinaczona z premedytacją do własnych korzyści, realizacji potrzeby jej zaszkodzenia?

Trudny poranek rozpoczęła od prysznica. Niełatwo przychodzi odnalezienie rozwiązania, gdy osobisty anioł stróż zostaje zastąpiony przez cwaniaka z Drugiej Strony. Którędy łaska boska miałaby dotrzeć do udręczonej duszy?

Kiedy Gloria wyszła spod prysznica, poszła do kuchni, żeby zjeść śniadanie. Miała lekkiego kaca. Usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Zaskoczyło ją to. To była Iza i Kris.

— Hej! A wy nie nad morzem? — zapytała.

— A ty? Sama? — zapytał Krzysiek. — Postawiłem dychę, że weekend spędzisz z jakimś Johnem.

— To nie byłoby głupie — odpowiedziała Gloria po chwili zastanowienia. — Niestety schrzaniłam tamto — zrobiła minkę psocącego dzieciątka.

— Ojoj! — zawołała Izabella. — Potrzebujesz wsparcia — przyjaciółka przytuliła Glorię.

— Przyda ci się taka bajkowa wróżka jak z „Kopciuszka”, co nie? — zażartował Kris. Na jego słowa Glorii zaświeciły się oczy.

— Cholera! — energicznym ruchem wyrwała się z objęć Izy. — Jesteście genialni!!! — złapała oboje przyjaciół i ucałowała ich kolejno w oba policzki. — Kocham was ludzie, jesteście mistrzami świata!

— Gloria? — zapytał Krzysiek. — Zwariowałaś? Co się stało?

— Jadę do Lulilo. Mam sprawę do babci parobka mojej mamy.

— Możemy jechać z tobą? — zapytała Iza.

— Jasne, przyda mi się towarzystwo.

Zjedli razem śniadanie. Później Gloria zadzwoniła do Edgara, niestety nie odbierał. Podjęła decyzję o wyjeździe. Prowadziła Iza. Krzysiek siedział obok, z przodu. Gloria była wyczerpana. Oczy kleiły jej się do snu, z wielkim trudem powstrzymywała lecącą na bok głowę. Xesar już czekał. Był tuż obok. Każde przyśnięcie, na ułamek sekundy utracenie świadomości przez ciało, jak mrugnięcie ukazywało oblicze dżina. Był wściekły. W nocy nie zareagowała tak, jakby sobie tego życzył, a teraz nagle, bez zapowiedzi, czy ostrzeżenia, w najlepsze udała się w drogę do Lulilo! Co knuła?

W końcu dziewczyna nie zmogła znużenia i stanęła oko w oko z Xesarem.

— Powiesz mi, co ty najlepszego wyprawiasz? — zapytał głosem podniesionym o ton. Naturalnie nie była to fala dźwiękowa, a emanująca wzmożonym podnieceniem, koncentracja myśli.

— Jadę na wieś — odpowiedziała całkiem spokojnie. — Coś cię martwi?

— Owszem Gloria. Martwi. I to nawet bardzo. Masz mnie za głupca? Myślisz, że nie wiem o tym, co ci zaczęło chodzić po głowie?

— Nie śmiałabym podejrzewać, że mógłbyś czegoś nie wiedzieć — zakpiła. Jego reakcja była natychmiastowa. Uderzył ją w policzek!

Nigdy nie podejrzewałaby nawet, że ten majak, widziadło, duszek, jest w stanie w jakikolwiek sposób nawiązać z nią kontakt cielesny… ok, nie cielesny, ale odpowiadający materialnemu, tyle, że na ich obecnej częstotliwości… jakiej konkretnie? Aniołów?

To było bez znaczenia. Walnął ją w twarz i o dziwo!, zabolało jak wszyscy diabli!

— Nie mam zamiaru się tu z tobą szarpać! — wykrzyknął Xesar. — Masz natychmiast zawrócić! Wejdź w głowę tej swojej Izy i napraw jej chęć wyjazdu na wycieczkę.

— Ale… — starała się znaleźć jakiś powód, który uniemożliwiłby jej wykonanie polecenia dżina.

— Już! — wrzasnął. Jego oczy zabłyszczały złowrogim blaskiem ognia. — Zrób to, albo zakończę twoją Historię tu i teraz! — zadzwonił telefon. Ciało Glorii obudziło się. Dziewczyna nie pamiętała, kiedy ostatnim razem coś tak mało istotnego przyniosło jej aż tyle radości?

— Proszę? — odebrała.

— Cześć, tu Edgar. Dzwoniłaś? Byłem na podwórzu, wiesz sprawy konserwatorskie. — zaśmiał się.

— Tak. Jest twoja babcia?

— W domu nie ma, ale w Lulilo jest. Dzisiaj coś załatwia u Frankiewiczów, jakieś drobne rytuały płodności, czy coś podobnego, a czemu o nią pytasz?

— Jadę do Lulilo z dwójką przyjaciół. Będziemy około 17. Rose już będzie?

— Tak. Powinna być. Coś się stało? Coś przekazać?

— Gdyby wróciła zanim przyjedziemy, to tylko jej powiedz, że będziemy. Ona będzie wiedziała o co chodzi, tak mi się przynajmniej wydaje.

— Ok, zrobię, jak mówisz. To… do zobaczenia wieczorem.

— Ok. To do zobaczenia Edgar — skończyła rozmowę. Wyjrzała za szybę. Pogoda była raczej niewyraźna. Mijane drzewa, jak smutni świadkowie przemijającej ceremonii dnia, w mechanicznej ciszy autostrady kontemplowali wzbierające zachmurzenie. Do nocy było jeszcze daleko, ale deszcz wisiał na włosku. Gloria nadal odczuwała zmęczenie. Teraz nawet jeszcze bardziej, jakby walnięcie Xesara wymierzone w jej duszę, przeniknęło również do cielesności. Nie miała ochoty na kolejną utarczkę z dżinem. Podjęcie się przemocy unaoczniło dziewczynie, że jest potężny, a ona w czasie swego przebywania na jego częstotliwości niewiele mogła mu zrobić. Przy okazji duch Drugiej Strony swym radykalnym działaniem upewniał ją w słuszności podjętych działań. Głowa znowu niemal opadła, niemal doprowadzając do konfrontacji.

Jeszcze wiara nie umarła w tej Historii!

— Krzysiek! — zawołała Gloria. — Daleko do jakiejś stacji?

— Za półtora kilometra będzie. Chcesz się zatrzymać?

— Tak — wytrzymała do przystanku. Nie zasnęła. Wpadła do sklepiku. Kupiła cztery napoje energetyczne. Na poboczu zapalili paluszki.

— Jak to wszystko wypijesz, to dopiero będziemy się musieli zatrzymywać! — zaśmiał się Kris.

— Gloria, na pewno wszystko w porządku? — dopytywała zaaferowana kondycją przyjaciółki Iza.

— Już mówiłam przecież! Nic mi nie jest, po prostu nie chcę zasnąć. Ok? Już nie będzie głupich pytań?

— Gloria, nie denerwuj się! — krzyknął rozbawiony Krzysiek. Gloria tymczasem rzuciła niedopałek na trawnik i wsiadła do samochodu. Zajęła miejsce pasażera obok kierowcy, głośno zatrzaskując drzwi.

— Możemy już jechać?! — krzyknęła przez uchylone okno auta.

— Ok. Już jedziemy! — odpowiedział Kris po porozumiewawczym spojrzeniu z Izą. Wszyscy wsiedli i odjechali.

— Iza, ty masz mnie budzić natychmiast, jeżeli bym tylko zasnęła, to jest absolutnie konieczne. W innym wypadku może skończyć się katastrofą. Dasz radę to dla mnie zrobić? — zapytała Gloria.

— No ok. Jeśli zaśniesz to cię obudzę. Słowo.

— To mi wystarczy — odpowiedziała Gloria. — Pamiętaj, że to sprawa życia i śmierci — nikt jej nie odpowiedział. Miała dość charyzmy, żeby nie zadawali większej ilości zbędnych pytań. Ewentualnie, wiedzieli, że jest zwariowana na tyle, żeby rozpętać straszliwą awanturę z powodu takiej błahostki.

Mimo wykrakanych przez Krisa licznych przerw na toaletę, zgodnie z wyliczeniami Wichrzyckiej, dojechali do Lulilo na siedemnastą. Na ganku domu Marii czekała na nich babcia Edgara.

C.D.N.

© Nasycenie Esencją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci